2021-09-14 12:34  -  Husaria Wilchwy

Husaria Wicher Wilchwy-Czarne Fidosy 4-0

Husaria Wicher Wilchwy-Czarne Fidosy 4-0

Na Blazym zero z tyłu...


   Gdy gra się na świeżo skoszonej, zielonej murawie, czas płynie jakby inaczej. Co rusz do nozdrzy dochodzi ten specyficzny, świeży zapach trawy, która jakby dodaje sił, motywuje do jeszcze większej walki i sprawia, że masz ochotę podkręcić śrubkę swojemu rozleconemu kręgosłupowi, skrzeczącym kolanom i przeskakującym kostkom. Perfumeryja ta jest jak lekarstwo na wszystkie problemy i pozwala odpłynąć na 90 min stając się na chwilę takim "Ronaldem", a może właśnie kimś bardziej w naszym wydaniu, czyli takim "Peszkiem"... :D    zaczynamy...

W drugiej kolejce aktualnego sezonu przyszło nam się zmierzyć z ekipą Czarnych Fidosów. Chłopaki w pierwszym swoim meczu również tak jak i my, nie zdobyli punktów, ale ich porażka była innego wymiaru. Chęć ich rehabilitacji była więc dosyć duża, a nam zawsze jakoś dziwnie trudno gra się z ekipami, które od naszej ligowej czołówki dostają mega pakiety. Tegoż dnia na Blazym zjawiło się dosyć dużo Husarzy, bo jakoś nie potrafię uzmysłowić sobie, kiedy było na naszym meczu 20 chłopów. Fidosów było również kilkunastu i to gwarantowało mocną i szybką grę przez 90 minut na boisku przy ulicy Jastrzębskiej.

Zaczęliśmy dosyć mocno. Krótkie podania w środku pola, szybkie przejęcia po stracie i próby ataków bocznymi sektorami boiska,  ale goście grali dokładnie to samo. Dobra presa!!! Ścieraliśmy się z dobre kilkanaście minut pierwszej połowy, zanim piłka po raz pierwszy znalazła się w siatce. Próbowaliśmy narzucić swoje tempo i sposób na grę, ale do momentu wypracownia sobie tej pierwszej akcji bramkowej brakowało nam skrzydeł, aby mogły nas ponieść ku wiktorii. Takim też skrzydłem Fello zapoczątkował akcje na 1-0. Z połowy boiska zagrał piłę do wychodzącego na czystą pozycje Marasa, a on niczym Usain Bolt pocisnął z całych swych sił w kierunku bramki gości. Z perspektywy naszej wspaniałej loży szyderców była to raczej prędkość siedzącego psa, ale każdy ma swojego maksa ;D  . Obrońcy Czarnych byli tym razem zbyt wolni, a Marek w finalnym etapie tej akcji, będąc już przy krótkim słupku,  wyłożył piłkę na piąty metr pola karnego i do pustaka ukuł Seba. Dodało nam to animuszu. Konstruowanie akcji przychodziło nam już trochę łatwiej. Nie mówię, że nasi przeciwnicy już wtedy rozłożyli ręce, ale mecz zaczął być troszkę po naszej stronie. Kilka minut później ukuliśmy po raz drugi. Ekbal, bo to właśnie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zdobyliśmy drugiego gola, był dla nas dosyć szczęśliwy. Lucek, nasz etatowy zabójca na zlecenie i zresztą bez zlecenia też, podczas wyskoku zderzył się z obrońcom Fidosów, a mówiąc bardziej dokładniej, dostał po czole z czoła, a do spadającej tuż za nimi bezpańskiej, kozłującej piłki pierwszy doleciał Fello i oddał mocny strzał po długim rogu. 2-0 dla nas, a mecz trwa dalej. Fidosy próbowały się nam odkuć i przechodzili też do kontrataków, ale ich strzały lądowały na aucie bramkowym, tudzież Seaman bez problemów łapał je w makówy.   Zaczęliśmy konstruować akcje coraz śmielej, ale nie potrafiliśmy już nic ukuć. Mieliśmy też parę strat w środku pola, ale było to kroplą w morzu zeszłego spotkania. Pomimo szczerych chęci na zwiększenie wyniku to w pierwszej odsłonie nic więcej już nie wpadło i po gwizdku sędziego mogliśmy chwilę ochłonąć.

Druga część spotkania, była odzwierciedleniem pierwszych 45 minut. Dużo gry w środkowej części boiska i co jakiś czas futbolówka dostawała się w obręby pola karnego obu ekip. Strzały były blokowane, albo tłamszone w zarodku, a jak już dochodziło do efektywnych przejść "skóry" za linie obrony to bramkarze robili swoje. Im dalej w las z czasem tym przyjezdni chcieli cokolwiek ukuć i to doprowadziło ich szyki obronne do prześwitów, a nas mobilizowało do grania szybszą piłką. Jedną z takich szybki piłek zagrał nasz środkowy Pitbull. Zgarnął wybijaną przez obrońców gości piłę i od razu zagrał do wychodzącego Fella, a ten niczym Cantona w meczu FA Cup z Sheffield United w 1995 roku lobnął bramkarza gości, a piłka wystrzelona w górę perfekcyjnie zatrzepotała w bocznej siatce. Z drużyny przyjezdnych jakby uszło już wtedy powietrze i dało się słyszeć słowa zobojętnienia. Nam pozwoliło to na zwiększenie częstotliwości ataku, ale też nie zdekoncentrowało w obronie. Może tylko przy jednej sytuacji trochę przyspalismy i gdyby nie słupek to zawodnicy Fidosów mieliby tez coś na koncie. Szczęście sprzyjało tego dnia nam i to my cieszyliśmy się jeszcze raz. Po stracie piłki w środku pola zaatakowaliśmy lewą stroną boiska Piłkę od naszego nowego pomocnika Mateusza dostałem ja i delikatnym fałszem z lini 16 metra bodajże, uderzyłem na bramkę. Skóra po ziemi poleciała jakby na haju i na tych kilkunastu metrach skręciła w kierunku Berlina uderzając w boczną siatkę. 4-0 w meczu i tak było najmniejszym wymiarem kary, bo patrząc na przebieg spotkania mogło być dużo więcej, ale trzeba się cieszyć z tego co wypracowaliśmy. To nie jest też tak, że Fidosy nam się położyli w trakcie meczu, a my mogliśmy robić co nam się żywnie podoba. Każda bramka musiał zostać wypracowana i wyrwana z korzeni, przy oczywiście odrobinie szczęścia...

Zagraliśmy dobre spotkanie. Wszyscy zawodnicy naszej drużyny dołożyli cegiełkę do wygranej i każdy walczył o sukces tego dnia. Takie mecze trzeba grać cały czas. Tak trzeba się koncentrować. Nieustępliwie dążyć do celu i za wszelką cenę walczyć na boisku o dominację. Od pierwszej do ostatniej minuty strzelać tyle razy do siatki, albo przynajmniej w kierunku siatki ile się da. Kolejną rundę gramy z drużyną RowRyb-u na małym boisku w Rowniu. Trzeba zrobić wszystko, aby wywieźć stamtąd 3pkt. Do boju Chłopy. Do boju Husarze...


Uuuaaa