2020-10-05 13:57  -  Husaria

Mostal Żory - Husaria

Mostal Żory - Husaria

"Potwór" z Bagien...



Jakże trudno coś napisać po wczorajszym meczu, gdy wszystko jest nie tak. Ciało i dusza sprawiają ból, gdy tylko zaczyna się myśleć na ten temat...


W niedzielne południe przyjeżdżamy na Żorski teren do lidera naszej Ligi, drużyny Mostalu. Ponad trzydzieści bramek strzelonych w czterech meczach ligowych robią wrażenie, ale każdy przeciwnik jest inny, toteż każdy mecz również może mieć różny rezultat.

Już nie raz pokazywaliśmy, że możemy sprawić problem najlepszym, ale to nie był jeszcze ten mecz :D

Tym razem znów polegliśmy. 4-0 i tak uważam za najmniejszy możliwy wymiar kary. Żorżanie okazali się bardziej skuteczni. Oddali mnóstwo strzałów na bramkę. Dużo celnych strzałów. Jeszcze w pierwszej połowie udawało nam się jakoś bronić od straty bramek przez dłuższy czas, ale nie da się tego robić przez 45 min non stop, czy nawet można powiedzieć 90. Znów okalał nas ten "Potwór" niemocy strzeleckiej. Nie dość że aura biła nam wiatrem po twarzy od pierwszych minut i sprawiała, że piłka latała jak chciała, to boisko nadawało się miejscami do uprawiania ryżu, niż do grania w ten piękny sport, ale na tej że to tak określę murawie były dwie drużyny, dwa organizmy, które tego dnia chciało przechylić szale na swoją stronę. Mostal chyba wpadł na lepszy pomysł, bo pomyśleli, że jak będą strzelać w światło bramki to pewnie coś wpadnie przez te 90 minut hehe, a My...  strzały które oddaliśmy tego dnia to była jakaś kompromitacja. Może jeden był w światło bramki, a reszta? Komu w okno temu hajs... Po to się gra w piłkę nożną Chopy. To cały sens tego widowiska. Bramki...

Ale jak to bywa w społeczeństwie, łatwiej jest znaleźć wymówkę na każdą nieudolność, aniżeli wyciągnąć wnioski i naprawiać swe błędy. Mógłbym tu dalej pisać o tym, że boisko było ujowe. Że najpierw graliśmy pod wiatr i było źle, a w drugiej połowie jednak z wiatrem też nie było nam po drodze. A to że sędzia miał zły kolor gaci, albo że to ja miałem za długą brodę i rozwolnienie!!! Ja też popełniłem może ze dwa błędy w tym meczu. Jak zachowałbym się lepiej przy tych dwóch sytuacjach, to może przegralibyśmy 2-0, ale to nie ma znaczenia, bo i tak mecz byłby w plecy. Tak samo jak nie mają znaczenia te sytuacje , które obroniliśmy. Nie mają, bo z przodu nie byliśmy wystarczająco skuteczni, ażeby to przynajmniej zaprocentowało. To też nie jest tak, że tutaj kogoś ganię, a sam umywam ręce, bo pomimo wszechobecnego bólu fizycznego, który mam po wczorajszych interwencjach to psychika doskwiera mi najbardziej. Jestem wkurzony, że tak obniżyliśmy loty. Gdy wygrywamy mecze to wszystkie błędy z takich spotkań są wyparte z pamięci, bo zwycięzców się nie sądzi, ale gdy przegrywamy to te sprawy nabierają innego znaczenia. "Gównoburza" urasta do poziomu przepełnionych Toy Toyi z Woodstocka. Trzeba spiąć poślady w końcu i pokazać się z jak najlepszej strony. Nie ma łatwych przeciwników w tej lidze, a z drugiej strony w naszej optymalnej formie wszyscy muszą się z nami liczyć. Wy wszyscy o tym wiecie, ja to wiem, ale musimy sobie to poukładać w głowach i zacząć grać na "swoim" poziomie. 

Brak mi już słów, więc dzisiaj będzie krótko. Krótko, ale mam nadzieję treściwie. 

Najchętniej położyłbym się na parę dni i w ogóle nie ruszał hahahahaha, ale tak się nie da. Zdrowia Chopy. Następny mecz będzie do przodu!!! 


PS. 

Fajnie byłoby wrócić do opisywania meczów w sposób "minutowy", czyli jak to kto podał do kogoś, a ten drugi strzelił już trzeci raz dzisiejszego dnia ;D heheheh 


Teraz Meksyk na rozkładzie w niedzielę o 10.00 na Wichrze. Pokażmy, że te 40letnie zbuki wcale tak bardzo się nie postarzały... 


Uuuuaaaa