2020-09-21 14:39  -  Husaria

Lubar - Husaria

Lubar - Husaria

Pyrrusowe zwycięstwo...

W trzeciej kolejce ligowej stawiamy się na dalekim jak się okazało wyjeździe, gdyż niektórzy nasi Chopcy mieli na boisko LKS-u Wypoczynek Buków nawet 50km. Przeciwnikiem była drużyna, którą darzymy dużym szacunkiem i mecze z nimi zawsze mogą przyprawić o dreszcze, a mianowicie Lubar, czyli można śmiało powiedzieć, że były to takie lokalne Derby.

Jak dla nas przyjazd na mecz czternastoma zawodnikami (Seba, Ty wiesz) można określić lekką absencją klubu, o tyle jedensatu zawodników Lubaru przystępujących do spotkania z nami zdziwiło nas bardzo, a przynajmniej mnie. Przy terminie meczu sobotniego bardzo obstawiali przedstawiciele Lubaru, więc myślałem, że będzie ich tam sporo, ale wracajmy do samego meczu...

Po przywitaniu się na lini środkowej boiska i wylosowaniu stron boiska (znowu mi się nie udało, ale jak później się okazało był to strzał w dziesiątkę) ruszyliśmy do boju. Bardzo szybko mecz się rozkręcił i tych kilka pierwszych minut pokazało, że tutaj dziś nikt tanio skóry nie odda.

Presja z oby dwóch stron, wślizgi i wymuszone straty doprowadziły do pogubienia się w naszych szeregach i finalnie podyktowania rzutu rożnego dla gospodarzy. Z mojej lewej strony padło dośrodkowanie na krótki róg w okolice szóstego metra i Domin, napastnik Lubaru zrobił z tą piłką co chciał. Huknął od razu z woleja i wszyscy stanęliśmy jak wryci. Piłka poleciała tam gdzie nie wygarnął by jej nawet kolos Donnarumma ze swoimi prawie dwumetrami wzrostu, mając przy słupku Van Dijka rzecz ujmując :P  Tysiąc razy z rzędu, nie dałoby się już tego powtórzyć. Ale cóż. Trochę nas to przybiło. Jakoś dwa razy Chopy z Lubaru próbują nam dopiec dokładkę  i oddają dwa celne  strzały w światło bramki. Pierwszy przy moim lewym słupku i tutaj nie bez problemów paruje piłkę na rzut rożny, a za drugim wchodzący Domin przebija się przez naszych dwóch obrońców i z bliska ładuje na bramkę. "Skóra" leci prosto na moją wyciągniętą przy rzucie zwłokami stopę i wypada na rzut rożny. Czort jeden wie jak do tego doszło, ale dalej jest tylko jeden-zero w plecy. Jakoś łapiemy chwilę później wiatr w żagle. Po złapanym rzucie różnym wybijam piłę na środek boiska, a tam Dave sparuje ją na prawy bok do Arka. Aro co sił w nogach gna w kierunki prawej flanki i z dosyć daleka wrzuca piłę na długi słupek w okolicach 16go metra do Krychy. Nasz środkowy pomocnik ma tego popołudnia dzień konia i łagodnie, ale co lepsze precyzyjnie głową nagrywa futbolówkę do Fella, o on z półwoleja ładuje ją po długim słupku do bramki. To, co wydarzyło się w tamtej minucie, ba, kilkunastu sekundach można sobie wyśnić, ale takigo kontrataku nie widziałem w naszych szeregach dawno i tutaj dla wszystkich należą się brawa na stojąco...

Mecz zaczyna obracać się na naszą korzyść. Stajemy się bardziej agresywni w grze i czyhamy na kolejne akcje. Lubar gra z nami bardzo równo, ale nasi obrońcy nie pozwalają przeciwnikowi w tej pierwszej połowie już na wiele. Za to Husaria jakby na uskrzydlonych koniach gra coraz lepiej.  Krycha rusza lewą flanką, zagrywa piłę do Fella, on oddaje mu ją i Cristiano pakuję do bramy.

Pierwsza połowa kończy się, a na tablicy wyników widniej wynik 1-2 dla gości.

W przerwie apeluję o pełną koncentrację i zwate szeregi w każdej formacji.

Sędzia międzynarodowy dmie w gwizdek na drugą połowę. Przystępujemy do ataku. Nasze akcje są groźne, ale strzały jakieś niertafiane, bądź też blokowane. Lubarowcy też nie próżnują, ale z tej akurat strony nie dochodzi jakoś do konkretnych przerwań naszego muru i nawet strzałów. Może kilka niemrawo osiąga linie końcową boiska, ale obok światła bramki, czy też bronię je bez większego wysiłku. Gospodarze jakby grali już bez pomysłu, za to my próbujemy dalej swoich sił ofensywnych. Około 55 minuty kuje Tatar, a w bardzo krótkim odstępie młody Adam, który coraz lepiej wgrywa się w nasze szeregi. Po tych dwóch ciosach z przeciwnika schodzi powietrze. Jeszcze póki grali w jedenastu stawiali opór, ale po zejściu jednego z kolegów z boiska po przypadkowym zderzeniu się z Felkiem (w sumie sam nie chciałbym się z nim zderzyć), Lubar jakby pogodził się z przegraną. Strzelamy kolejne bramki, a oni są bezradni okrutnie. Coś próbują wykombinować, ale nasza formacja obronna robi doskonałą robotę.

Cóż tu więcej napisać.

Zrozumiałym jest, że Artur chyba już po stanie bramek 1-5, schodzi z boiska, bo męczy go Achilles i musiał stonować z nadmiernym wysiłkiem. Rozumiem też to, że gramy już mniej ambitniej, bo przeciwnik najwyraźniej już nie chciał z nami grać tego dnia. Czekali na gwizdek końcowy. A gra się tak jak pozwala przeciwnik. Ktoś mądry to kiedyś powiedział. Ale po co mamy grać twardo i skakać im po głowach, Luc? My wszyscy wiemy, że zawsze dajesz z siebie 200 procent i nikt Ci nie straszny, ale i tak atakowaliśmy i kontrolowaliśmy spotkanie. Może i dobrze, że zszedłeś. Uniknęliśmy pewnie jakiegoś otwartego złamania kości podudzia przeciwnika 🤭  

Co do naszych atakujących hehe. 

Ileż to mogło być? 1-15? :D 

Wszyscy na hurra i strzelamy. Tak to jest jak się jest zbyt pewnym i chce się na Chama strzelić mnóstwo bramek. Uwierzcie mi, miem coś o tym Hahahaha. 

Kichać to. Zagraliśmy dobry mecz i był to mecz Lubar - Husaria. Wynik?  1-7 dla nas. Dla lepszej drużyny tego dnia. I tego się trzymamy.

Jeszcze coś o tytule... 

Dlaczego Pyrrusowe? 

Oddałbym te pięć naszych strzelonych bramek w tym meczu za to, żeby nasze Chopcy byli w pełni zdrowi. Ptik-kontuzja kostki, Tatar-kontuzja kostki, Artur - przewlekłe zapalenie achillesa, Fello- obolały jak pierun i coś z kostką, Dave - kontuzja kolana. 

Wziąłbym zwycięstwo 1-2 zamiast tego szpitala. Liczę na szybki powrót do zdrowia wszystkich!!! 

Teraz na rozpisce Victoria Głożyny. Ich wyniki może nie są dobre od początku sezonu, ale trzeba podejść do tego meczu po naszemu!!! Uuuaaaa