2020-09-14 11:10  -  Husaria

Husaria - Zupil Piaski

Husaria - Zupil Piaski


Terapia wstrząsowa... 

To zawsze My od pierwszego gwizdka rzucaliśmy się do gardła przeciwnikom, naciskaliśmy na nich, czyhaliśmy na najmniejszy błąd obrońców, a... sobotnim popołudniem na "Blazym" jakież było zdziwienie, gdy to Zupilowcy przypuścili szturm na bramkę i już po kilkunastu minutach na tablicy wyników grzmiał wynik 0-2 po kapitalnych dwóch strzałach pod poprzeczkę. My byliśmy w tym momencie jak "Dog in the fog" i tylko odbijaliśmy się od przeciwnika, a piłka bardzo szybko wracała na terytorium naszego pola karnego.

Wracając jeszcze do sytuacji przed meczowej, to Ptiku, nasz najlepszy strzelec Ligi Letniej, źle postawił nogę na sam koniec rozgrzewki i mógł się pożegnać z murawą tegoż dnia. Diagnoza? Naderwana torebka stawowa. Wracaj do zdrowia Chopie!!!

Przy stanie "dwa w plecy" zaczynamy nieśmiało się rozkręcać i oddajemy kilka strzałów na bramkę gości, ale golkiper czynił cuda i nie dał sobie wbić nic w pierwszej połowie. Dużo nieporozumień, miejscami brak kontroli przy piłce, a przy tym rosnąca frustracja doprowadza nas do kilku gapiowskich zagrań. Dwa strzały, które zdołałem obronić nogami, nie pomogły mi się podnieść mentalnie w ogóle i czułem się w bramce tego dnia jak najczęściej używany organ z miejskiego "hotelu" mieszczącego się przy Vulkanstrasse w Duisburgu ;D  . Piaski w końcówkę pierwszej połowy znów przypuściły atak i po przejściu obrony, moją lewą stroną oddają strzał w kierunku bramki. Nie był to mocny strzał, ale już wtedy po ponad 40 minutach niepewnej gry z mojej strony i tych dwóch pierwszych bramkach, których nie powstydził by się wpuścić nawet Janusz Jojko w pamiętnym sezonie 1986/1987, czułem się jak Andrew Golota po 95 sekundach walki 1997 roku z Lennoxem Luisem. Cztery minuty później w podobnej sytuacji strzelają Zupilowcy już dokładniej, po długim słupku i bocznej siatce kują nas w serce po raz czwarty.

Bezradnie próbujemy coś z tym zrobić, ale brakarz z dzielnicy Piaski jest dzisiaj naprawdę dobry. 

Dramat ratuje sędzia gwiżdżąc na przerwę.

Po zmianie połów i wymianie zdań między sobą (mnie brakowało słów) ruszyliśmy do boju.

Druga połowa była już znacznie lepsza w naszym wykonaniu. Nasze akcje są dokładniejsze i już nie widać aż takiej przewagi drużyny gości. Coraz odważniej próbujemy zmienić wynik tego spotkania. Strzelamy dużo, nawet celnie, ale bramkarz robi "swoje". Dopiero w 58 minucie Fello daje nam trochę nadzieji i po dośrodkowaniu Seby, piłka odbija się bezradnie w polu karnym przeciwnika, a Rafał dopada ją i zawijasem prawą nogą strzela na 1-4.

Widać nasze poruszenie i chęć strzelenia kolejnych bramek, ale przeciwnik nie pozwala sobie więcej razy na kapitulacje. My w obronie, gramy też bardziej składnie, a Zupil nie ma dużo sytuacji bramkowych. Praktycznie tylko raz, gdy Artur nie ma sił gonić napastnika przebijają się na pole karne, ale szczęśliwie bronię ten strzał wybijając piłkę na rzut rożny.

Cóż, ciężko się pisze po porażce i długo zbierałem nadszarpnięte myśli, ale coś napisać trzeba było. Wygrywamy razem i tak też musimy przegrywać. Pierwsza porażka po 9 meczach euforii boli bardzo, a na rozkładzie kolejny wymagający przeciwnik Lubar.

Trzeba podejść do tego spotkania z nową energią, czujni jak nigdy, aby nie dać się już tak zaskoczyć. Wszystkie mecze w tym sezonie będą niezwykle trudne, ale musimy sprostać wyzwaniu i pokazać, że Husarze nigdy się nie poddają... Uuuuaaaa...