2020-09-07 12:00  -  Blabla

Fidosy/Martex - Husaria

Fidosy/Martex - Husaria

Na inaugurację sezonu przyszło się nam zmierzyć z drużyną połączoną z dwóch ekip ostatniego sezonu grających w drugiej lidze, a mianowicie Fidosy/Martex. Tak naprawdę nie wiadomo było czego można się po nich spodziewać. Taki twór zawsze mógł zaskoczyć od samego początku i stawić nam opór. Tak też było. Wynik końcowy wcale nie odzwierciedlał przebiegu meczu. Strasznie męczyliśmy się od początku i próbowaliśmy coś "pograć po swojemu", ale małe boisko na którym mecz był rozgrywany skrzętnie wybijał nam te pomysły z głowy. Fidosy też próbowały nas użądlić, ale tutaj obrona w postaci Artura, Luca, Sroczki i Brycha stawiała wysoki mur, nie do przejścia. Gdy już udawało nam się wyjść z obrony, z dobrym pomysłem i prowadzić piłkę, to sztuczna murawa po deszczu bardzo mocno dawała nam odczuć, że błędów w ten niedzielny poranek wybaczać nam nie będzie. Dopiero w drugiej cześci pierwszej połowy, około minuty 35, przeprowadzamy skuteczną akcję prawą stroną boiska i po dośrodkowaniu piłki w pole karne Fidosów, nie wymuszonym błędzie obrońców, Seba dopada futbolówkę tuż przed polem karnym i mocnym uderzeniem po długim rogu, kuje po raz pierwszy, a piłka odbija się jeszcze od słupka i ląduje w siatce. Jest 0-1 dla nas i jakby orzywiamy się troszeczkę. Nie przynosi to jednak skutku, a chwilę później drużyna przeciwna próbuję sforsować naszą obronę. Udaje jej się to pod koniec pierwszej połowy, gdyż po dośrodkowaniu z lewej strony boiska, piłka dostaje się za nasze zasieki i po strzale z głowy, piłka około metra mija nasz słupek i wylatuje na aut bramkowy. 


Druga połowa zaczyna się tak jak pierwsza. Festiwal błędów i strat  z oby dwóch stron nie doprowadza do żadnych większych "emocji" pod bramkami. Dopiero około 55 minuty wydarza się coś, co doprowadza do poruszenia całego spotkania. Jest zamieszanie z prawej strony "mojego" pola karnego. Wedle nas Lucek jest faulowany i pada w bólu na lini 16 metra. My czekamy na gwizdek sędziego i stoimy jak wryci. Sędzia widzi to jednak inaczej i pomocnik Fidosów z 16go metra strzela precyzyjnie na bramkę. Ja, pomimo interwencji nie jestem w stanie jej dokładnie wybić i po palcach piłka wpada mi do bramki. 


Ta kuriozalna sytuacja doprowadza nas do frustracji i zaczynamy atakować gospodarzy jak nasz Pitbull (sorry Lechu) :D 


Coraz więcej strzałów na bramkę przeciwnika. Atakujemy z dziką satysfakcją, ale w dalszym ciągu Fidosy się dzielnie bronią. Nasze niezadowolenie rośnie z każdą minutą i przekłada się to na coraz to większą złość. Bańka pęka i na boisku dochodzi do awantury Ptika i na wpół przytomnego Dave'a :D:P


W brew pozorom ta sytuacja pomaga nam grać skuteczniej. Wchodzi Fello i już za parę chwil, oraz Dave "czarna owca tego meczu" nagrywają sobie klepkę i po wymianie podań, Fello pakuje z całej siły piłkę do bramki. Jest 1-2 dla nas i to my zaczynamy szturmować pole karne Fidosów. Chwilę później jest już 1-3 dla Husarii. Tym razem to Seba podaje piłę do Felka w bliźniaczej sytuacji. Grę prowadzimy już do końca spotkania. Gdy widać już, że przeciwnik nie chce grać z nami już dalej tego meczu, Seba nagrywa piłkę do Igora główką i "magister teorii gry w piłkę nożną" sam na sam z bramkarzem, lobuje go i ten chaotyczny na pierwszy rzut oka strzał jest nadwymiar precyzyjny. Czwarta bramka ustawia spotkanie i już do końca gospodarze nie są w stanie nam zaszkodzić. Ich ataki dochodzą tylko do 20 metra naszej połowy boiska i nawet ich dobry, ale osamotniony napastnik Alan (zasłyszane)  nie jest w stanie nam zaszkodzić. Pod koniec meczu jeszcze odcisk zostawia Mirek, który zmienił się kilka minut wcześniej z Arturem i mniej więcej w połowie boiska chcąc odebrać piłkę przeciwnikowi kosi go niczym nasz największy kosiarz umysłów Luc i dostaje w prezencie od arbitra spotkania Żółtko. 


Mecz kończy się wynikiem 1-4 dla Nas i uważam, że w pełni odzwierciedla przebieg spotkania. 


Walczyliśmy jak lwy i na szczęście przykry incydent z drugiej połowy nie odbił się na nas negatywnie. 


Bardzo liczę na  wzajemny boiskowy szacunek. 


Pozdrawiam i do następnego. 


Blabla


Ps. Powyższa recenzja meczu jest moim osobistym odczuciem i może różnić się trochę od zdania innych, ale cóż... taki przywilej piszącego. Houk